Pirackie skarby czyli krem od Bluebeards Revenge

Bluebeards revenge to brytyjska marka, która dobrych kila lat temu weszła na rynek zaledwie z kilkoma produktami do golenia a z czasem rozszerzyła ofertę o rozmaite kosmetyki dla brodacz, akcesoria do golenia a nawet ciuchy. Kilka lat temu testowałem pierwsze produkty od BR dedykowane goleniu na mokro, który zostawił po sobie dobre wrażenie. Podobnie jest z nawilżająco-chłodzącym kremem do twarzy.

Cooling moisturiser to krem, który zawiera w składzie wyciąg z opuncji, pokrzywy i kozieradki. Te trzy składniki wraz z olejem jojoba, dbają o nawilżenie i wygładzenie, ale nie przetłuszczają skóry. Olejek migdałowy walczy z podrażnieniami, zwłaszcza tymi powstałymi po goleniu. Olejek Jojoba nadaje gładkości i jędrności skórze, dzięki czemu wygląda w ciągu dnia zdrowo i świeżo.

Zapach tego kosmetyku jest tu moim zdaniem również kluczowy. Męski i świeży, trochę słodki dzięki madagaskarskiej wanilii i mocno się wyróżniający. Współczesny ale nie miałki czy mdły. Bardzo podoba mi się fakt, że jego flagowy zapach, utrzymuje się na skórze dosyć długo. Konsystencja kremu nie jest tłusta i szybko się wchłania. To definitywnie kosmetyk dla osób o tłustej cerze, które chcą by skóra wyglądała świeżo, gładko bez fłustego filmu. Duży plus za to, że produkt nie zapycha porów i bardzo szybko się wchłania. Spokojnie mogę go polecić również osobom z wrażliwą cerą i podaną na zaczerwienienia po goleniu na mokro. Dzięki swojemu składowi i efektowi chłodzenia, dobrze się sprawdza również jako krem po goleniu. Kosmetyk jest do nabycia w sklepie dla facetów Menspace.

WSP Hair Clay – amerykański, mocny chwyt

WSP hair Clay Gaelic tweed to glinka do włosów wyprodukowana ręcznie w Stanach Zjednoczonych przez Wet Shaving Product. Dzięki uprzejmości sklepu Barber Company miałem okazję wypróbować to niepozorne cudeńko. Co wyróżnia ten produkt z pośród masy podobnych na rynku? Otóż glinka jest w 100 procentach naturalnym produktem i nawet jej mała ilość robi ogromną robotę we włosach. W składzie Hair Clay mamy masło shea, glinkę, wosk pszczeli, olejek z pestek moreli oraz olejek arganowy. Masło shea i olejki zawarte w pomadzie, to dobra odżywka dla włosów. Wosk pszczeli dba o mocny chwyt a tytułowa glinka nadaje fryzurze charakterystycznej struktury. Jak dla mnie produkt jest podobny do Matt Clay Uppercut Deluxe, z tym, że UD ma zdecydowanie gorszy skład w swoich produktach.

Dla miłośników pomad ważne jest by produkt poza dobrym składem i ceną, działał tak jak go reklamuje producent. W tym przypadku nie ma się do czego przyczepić. Gaelic Tweed zaspokoi najbardziej wybrednych pomadziarzy. Produkt nie traci swojej mocy, ani też nie cementuje fryzury jak robi to spora część pomad na bazie wody. Tutaj luźne cięcia typu messy undercut czy french crop sprawdzają się idealnie z Gaelic Tweed. Zapach pomady gra tu najmniejsze skrzypce. Nuty drzewa sandałowego i ambry nie każdemu przypadną może do gustu, ale we włosach z czasem pachną fajnie i naturalnie.

Kolejne nowości od Pana Drwala. Cologne

O Panu Drwalu pisałem już kilkakrotnie. Tym razem przyszedł czas na przetestowanie produktów z nowej linii zapachowej. Cologne to ukłon w stronę klasyki rodzimego perfumiarstwa. To mariaż tradycyjnej bazy męskich nut zapachowych z delikatnym współczesnym akcentem. Każdy z produktów zawartych w zestawie Cologne przykuwa uwagę starannym wykonaniem buteleczek nawiązującym do kultury męskich zakładów fryzjerskich z lat 20’tych. Czasów, gdy każdy mężczyzna był zadbany i pachnący.

Pierwszy z produktów, który wypróbowałem od PD to olejek do brody. Całkowicie naturalny nektar do każdego zarostu. Olejek przyzwoicie zmiękcza włosy, odżywia skórę i pachnie rewelacyjnie. Jednak nie przesadzajcie z ilością, bo ten produkt jest bardzo bogaty i mocno natłuszcza. Wystarczą dwie krople nawet przy dłuższym zaroście, by odżywiać brodę i skórę.

Balsam do brody to gratka dla większych brodaczy, których zarost wymaga solidnego ujarzmienia. Produkt z wierzchu po otwarciu, przypomina swoją konsystencją wosk do wąsów. Jednak po rozgrzaniu między palcami bardzo łatwo się poddaje, nie pozostawiając po sobie tak tłustego efektu jak beard hold od firmy Oak. Podoba mi się, że produkt jest lekki i łatwy w aplikacji. Daję za to duży plus. Zapach długo zostaje na brodzie ale nie męczy. Zapach jak po goleniu, ale bez golenia. W jego składzie nie znajdziecie żadnych szkodliwych Peg’ów, parafiny ani PRB.

Szampon do włosów i żel pod prysznic od Pana Drwala to według mnie prawdziwy sztos całej serii Cologne. Szampon nie podrażnia skóry głowy tak jak wiele drogeryjnych produktów. Tuż po umyciu włosiwa są bardzo miękkie i puszyste. Skóra jest nawilżona, nie ma mowy o swędzeniu. Tak samo sprawa wygląda z żelem pod prysznic. Dzięki naturalnym składnikom, skóra nie pozostaje sucha i pachnie cholernie męsko. Plus za wygodną buteleczkę, zdrową pianę i długo utrzymujący się zapach wody kolońskiej we włosach i na ciele.

Linia Premium od Pana Drwala

logo-full

Polską markę Pan Drwal znam już od jakiegoś czasu. Moje wrażenia z testów pierwszych produktów, które trafiły na rynek w 2015 roku nie były zbyt pozytywne. Kosmetyki z linii Premium całkowicie odmieniły moje spojrzenie na ten rodzimy brand.

Pamiętam, że zapach debiutanckich produktów, które wyszły spod rąk Pana Drwala nawiązywały do tradycji polskiego perfumiarstwa. Zapachy były bardzo intensywne i bardzo klasyczne. Wrażenia zmysłowe przywodziły na myśl wypomadowanych starszych mężczyzn z powojennych czasów, którzy nie żałowali sobie wody po goleniu. Woń zaprojektowana przez Pana Drwala polegała na połączeniu bardzo samczych nut drzewa sandałowego i cedrowego. Niestety efekt był jak dla mnie zbyt przytłaczający.

Jakiś czas temu miałem możliwość wypróbowania zestawu kosmetyków z linii Premium tej samej marki. Moje zaskoczenie było ogromne. Oryginalne nuty zapachowe zawarte w tych produktach są bardzo męskie ale i bardzo współczesne. Jest w nich odrobina korzennej pikantności w postaci pieprzu, kardamonu i muszkatołowca, przełamanej soczystą bergamotką i paczulą. Zapach w efekcie jest bardzo ciepły i zmysłowy, według mnie idealny na chłodniejszą porę roku.

 

 

 

Untitled design(3)

Linia Premium to poza doskonale skrojonym zapachem, kompleksowa pomoc w pielęgnacji męskiego zarostu i twarzy. Spośród przetestowanych produktów, moim faworytem jest oczywiście bardzo trwała woda perfumowana Eau de Parfum #1 , delikatny w obejściu ze skórą szampon do włosów oraz brody i tonik. Ten ostatni jest rewelacyjny ponieważ, możemy go używać kilkakrotnie w ciągu dnia na zarost o skórę twarzy. Jest lekki, bazuje na wodzie, olejkach i proteinach roślinnych i nie natłuszcza. Każdy z tych produktów zasługuje na jak najwyższe noty. Nie dziwi mnie fakt, że niedawno marka Pan Drwal została wyróżniona tytułem Męska Marka Roku 2017.

Untitled design(3)

Każdy z produktów charakteryzuje to co jest dla mnie najważniejsze w męskich kosmetykach czyli naturalne składniki, żadnych konserwantów i oryginalne, przyciągające uwagę zapachy. Ponieważ noszę kozią bródkę lub sam wąs, olejek do brody schodził mi bardzo wolno. Wystarczyła odrobina by zarost nabierał lekkiego, zdrowego połysku i rewelacyjnego zapachu, który czułem przez większość dnia. Podsumowując, kosmetyki od Pana Drwala pod względem zapachu i działania powalają na głowę takie marki z zagranicy jak chociażby Fellows, Bluebeards Revenge czy The Brighton Beard Company. Linia Premium sprawiła, że spośród rodzimych produktów dla brodaczy to mój ulubieniec. Wspierajmy swoje!

Kaszkiet z kultowego Harris Tweedu

Zima rozbestwiła się w najlepsze. W tym sezonie gentleman powinien zadbać o praktyczne i stylowe nakrycie głowy. Kaszkiet z Harris Tweedu to uniwersalna czapka, która obowiązkowo powinna znaleźć się na Waszym wieszaku.

Untitled design(5)Historia kaszkietu sięga aż do XIV wiecznej Anglii i wywodzi się z tamtejszej odzieży robotniczej. Czapka z charakterystycznym daszkiem miała chronić mężczyzn przed słońcem i skaleczeniami. Denko czapki zawsze było duże i sztywne. Kaszkiet jest bezdyskusyjnie najbardziej uniwersalnym nakryciem głowy w modzie męskiej. Pasuje do garnituru, płaszcza (bez względu na jego formalność) pikowanej kurtki typu Husky i wielu, wielu innych. Jednym słowem wełniany kaszkiet to „must have” w szafie każdego gentlemana. Wełniane nakrycia z daszkiem cieszyły się największą popularnością na początku XX wieku. To właśnie wtedy mężczyźni chętnie sięgali po ośmio-panelowe czapki zwane cyklistkami lub czapkami Gatsby. Obok nich popularne był również model Ivy Cap.

Untitled design(6)Moja kolekcja kaszkietów liczy sobie zaledwie kilka egzemplarzy i są to głównie nakrycia typu „kaczuszki” wykonane z rodzimej wełny z domieszką tworzyw sztucznych. Niestety salony mody męskiej w naszym kraju rzadko mają w swojej ofercie ciekawe nakrycia głowy w tym typie. Z całą pewnością Harris Tweedu tam nie znajdziemy.  Okazja do wypróbowania kaszkietu wykonanego ze szkockiej wełny przez warszawską pracownię Sterkowski stanowiła dla mnie wyborny kąsek. Kaszkiet uszyty przez markę, która została założona niedługo przed wybuchem II Wojny Światowej, cechuje doskonałość w każdym calu.

Wzór retro czapki od Sterkowskiego, nawiązuje do tych noszonych przez gang z Birmingham czyli Peaky Blinders. Stąd właśnie nazwa tego modelu. Uszyta na zamówienie czapka to klasyczna cyklistka, dlatego też jej główka jest przyszyta do środkowej części daszka, posiada 8 kwaterek i wykonana została z wełny typu Harris Tweed, która jest szkocką tkaniną wywodzącą się z Hebrydów Wewnętrznych. Produkcja wełny jest regulowana prawnie dlatego też każdy produkt, wykonany z tego materiału musi posiadać logo królewskiego jabłka. Ciekawą informacją jest również fakt, że to logo jest najstarszym zarejestrowanym znakiem towarowym Wielkiej Brytanii. Harris Tweed jako tkanina powstaje z przędzy o różnej grubości i różnych kolorach. Niejednolity kolor zawdzięczamy wyłącznie naturalnym barwnikom. Kaszkiet idealnie spełnia się w roli jesienno-zimowego nakrycia głowy. Dzięki niezwykle ciepłej i chłonnej wilgoć wełnie, doskonale chroni przed wiatrem, deszczem i niskimi temperaturami. Myślę, że na zaprezentowanym zestawie kaszkiet łączy się bardzo spójnie i stylowo.

k2

 

kaszkiet 1

Nowość na rynku czyli Noberu

 

aventura-noberu-sweden-1024x680Noberu to świeża marka, która przybyła do nas prosto z chłodnej Skandynawii. Ten szwedzki brand, nie chciał ulegać trendom a wyznaczać własne ścieżki. Widać to w projektach opakowań, ciekawych składnikach i polityce firmy. Nie mamy więc do czynienia z kolejnym brandem, który pociąga za sobą modę na obwitą brodę, siekierę i kraciastą koszulę. Noberu jest dedykowany mężczyznom, którym bardziej zależy na skutecznych produktach o tradycyjnych, męskich zapachach.

noberu

Noberu weszło na rynek z bardzo szeroką ofertą kosmetyków. Zakres pielęgnacji męskiej skóry jest tu bardzo szeroki od kosmetyków do golenia na mokro (kremy, pędzle, maszynki, shavett’y, balsamy) po kremy do twarzy, żele, peelingi, szampony i wiele innych. Dzięki szerokiej gamie produktów o zróżnicowanych, subtelnych zapachach, każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Ja skusiłem się na Cleansing Scrub czyli peeling do twarzy. Produkt z pozoru mało znaczący dla facetów w codziennej, męskiej toalecie, jednak całkiem niesłusznie. Dla mężczyzn, którzy golą się często, peeling to idealny sposób na przygotowanie skóry przed goleniem. Masaż ziarenkami cukru złuszczy martwy naskórek, odświeży i pobudzi krążenie skóry. Zarost twarzy będzie odpowiednio zmiękczony i uniesiony dzięki czemu golenie pójdzie sprawniej. Przetestowałem to na sobie i śmiało polecam. Peeling zawiera wyciąg z zielonej herbaty i ziarna cukru brzozowego oraz coś czego jak dotąd nie widziałem w podobnych produktach, mianowicie Sodium Cocoyl Apple czyli naturalną substancję czyszczącą uzyskaną z soku jabłkowego, który nie podrażnia skóry. Jak dla mnie bomba, ponieważ moja cera jest bardzo wrażliwa na detergenty. Podsumowując marka Noberu zapowiada się naprawdę interesująco na tle skandynawskich brandów skierowanych głównie do brodaczy.

Rudy kolorem jesienno-zimowym

kakak

Jesień już coraz szybciej przechodzi w zimę. W chłodniejsze dni warto nałożyć na siebie coś ciepłego. Wełna to zdecydowanie najlepszy wybór. Mimo panującej mody na pikowane kurtki puchowe, warto postawić również na ciepły płaszcz i spodnie. Tym razem na jesienny spacer wybrałem ulubioną dyplomatkę z Próchnika i wełniane spodnie Lamar marki Bytom w kolorze rudym.

autumn

Bardzo spodobało mi się zestawienie rudego z czarnym płaszczem. Te dwa kolory bardzo dobrze ze sobą współgrają. Powyższe zestawienie wypadło bardzo formalnie przez wzgląd na krój płaszcza i spodni. Rudy to idealny kolor na sezon jesień-zima. Łączy się znakomicie z wieloma, klasycznymi, stonowanymi  barwami. Ziemiste tonacje to już sprawdzony patent w modzie męskiej i to nie tylko w wersji klasycznej ale i sportowej. Trudno by dziś znaleźć jakąś sieciówkę, która nie ma w swojej ofercie ubrań w kolorze ziemi. W ostatnim czasie można zaobserwować występowanie tych barw nawet w markach oferujących elegancką modę męską. W zestawie zaprezentowanym na zdjęciach postanowiłem połączyć rude spodnie z czarnym płaszczem, niebieskoszarą marynarką i ulubioną, szarą kamizelką. Spodnie Bytom zakupiłem niedawno na wyprzedaży, gdzie po przecenie kosztowały mnie 150 zł. Cena niezbyt wygórowana jak na spodnie flanelowe o tak dobrej jakości. Bytom to jedna z kilku rodzimych marek modowych, które oferują tradycyjne krawiectwo już od ponad połowy wieku. Jak do tej pory nigdy nie zawiodłem się na tej marce. Ubrania są wykonywane z dobrej jakości materiałów z dbałością o detale i uszyte w Polsce.

Untitled design(3)

Na sobie: Płaszcz : Próchnik, Spodnie: Bytom, Marynarka: Vistula, Kamizelka: H&M, Szal : Vistula, Krawat: Vistula – Lantier, Buty : Ryłko.

 

Ster na nienaganny zarost, kapitanie!

P1100970

Capt. Fawcett to brytyjska marka, założona w Anglii przez miłośnika brody Richiego Finney’a. Brand wyróżnia się na tle wielu marek, za sprawą konsekwentnej wizji firmy, wysokiej jakości składników, tradycyjnym kompozycjom zapachowym i co najważniejsze dla brodatych brandów – zamiłowaniem do brytyjskiej tradycji noszenia zarostu przez gentlemanów w każdym wieku.

Capt. Fawcett posiada w swojej ofercie wszystko to, co niezbędne do utrzymania w nienagannym ładzie i zapachu męskiego zarostu. Akcesoria, perfumy, woski do wąsów, balsamy i olejki znane i doceniane są na całym globie. Bardzo szeroką ofertę produktów znajdziecie na stronie sklepu The Bushy Beard.

W tym tygodniu miałem okazję wysmarować swoją hiszpańską bródkę takimi olejkami od Capt. Fawcett’a jak Private Stock, The Million Dollar Beard Oil oraz Booze and Baccy. Pierwszy z nich (Private Stock) to bardzo śmiała i niebanalna kompozycja zapachowa czarnego pieprzu, palczatki imbirowej i paczuli. Mamy tu wyraźną słodycz przełamaną goryczą. Zapach idealny na sezon jesień-zima, który będzie pasował do cieplejszych, męskich perfum.

Kolejny The Million Dollar…to ciekawie wykreowany produkt przy współpracy z brodatym modelem Jimmy’m Niggles’em z okazji corocznej akcji Beard Season.  Twórcy olejku wykorzystali tu płatki 23-karatowego złota, które sprawiają, że buteleczka wygląda naprawdę zjawiskowo. Złoto w kosmetologii jest wykorzystywane w końcu od setek lat, zwalcza wszelkie niedoskonałości i przeciwdziała starzeniu skóry. Zapach olejku jest bardzo męski. Mamy tu nuty drzewa, żywicy, skóry i cytrusów. Jak dla mnie olejek jest jednak zbyt ciężki.

P1100948

Booze and Baccy to mój faworyt spośród wszystkich olejków od Capt. Fawcett’a. Nuty tytoniu, rumu, wanilii i goździków serwują dla nozdrzy orientalną i uwodzicielską mieszankę zapachów. Olejek jest idealny na sezon jesień-zima w towarzystwie z klasyczną i rozgrzewającą wodą po goleniu typu Bay Rum. Ogromny plus dla każdego z olejków za to, że ich zapach długo utrzymuje się na zaroście.

 

Kultura golenia z Muhle – Cz.2

Untitled design(3)W poprzednim poście przybliżyłem Wam legendarną markę Muhle. Dziś ponownie skupię się na kilku, kolejnych produktach z firmy Hansa-Jurgena Mullera. Tym razem mój wybór padł na balsam po goleniu (Sandalwood) , Face Wash z linii Organic , niezbędne do golenia na mokro bawełniane ręczniki typu frotte oraz olejek konserwujący ostrza i elementy maszynek do golenia. Wszystko z zaprzyjaźnionego sklepu dla facetów Menspace.

Face Wash to niezwykle delikatny, wegański żel do mycia twarzy.  Produkt jest dedykowany każdej męskiej cerze, dzięki zastosowanym olejkom. Mamy tu bogaty w witamine E olejek arganowy, wyciąg z aloesu, który łagodzi podrażnienia po goleniu. Żel w przeciwieństwie do większości produktów tego typu dostępnych w drogeriach, nie bazuje na złej sławy detergencie Sodium Lauryth Sulfate, który często powoduje problemy skórne. W Face Wash’u od Muhle mamy doczynienia z Sodium Coco Sulfate, który jest o wiele łagodniejszym i bardziej przyjaznym składnikiem, który czyści powierzchnię skóry. Żel do mycia twarzy jest bardzo delikatny.  Nie podrażnia, nie wysusza i nie jest naładowany syntetycznymi zapachami. Jego woń jest bardzo neutralna. Wszystko dzięki naturalnym olejkom, które budują ten produkt.

P1100915

After Shave Balm to nawilżający balsam po goleniu, o bardzo szybko wchłaniającej się konsystencji. Zapach balsamu to wyjątkowo ciepłe, drzewne nuty, które przyjemnie działają na zmysły. Ponadto w balsamie mamy  mi.in. wyciąg z kwiatów aksamitka i ekstrakt z liści jeżówki wąskolistnej, które wspomagają regenerację ran i stanów zapalnych. Poza tym tonizują, nawilżają i posiadają właściwości antybakteryjne.

 

Olejek konserwujący to produkt niezbędny dla użytkowników tradycyjnych maszynek do golenia oraz brzytew. Wystarczy spryskać odrobiną olejku ostrze lub części maszynki i wypolerować ściereczką, by błyszczały tak jak tuż po zakupie. Olejek jest bardzo wydajny więc wystarczy Wam na długi czas. Wypróbowałem olejek na maszynce model R41, który ma już prawie dwa lata i błyszczał jak nowy.

Untitled design(3)

Muhle czyli niemiecka jakość. Cz.1

rasurkultur-berlin-store-40

Marka Muhle została założona przez Otto Johannes’a Muller’a w 1945 roku w rodzinnym miasteczku Stützengrün. Początki tej legendarnej marki były trudne, ponieważ jej założyciele nie mieli własnych pieniędzy ani zbyt wielu materiałów do pracy. Pierwsze pędzle do golenia wykonane ze zwierzęcego włosia, były wykonywane w kuchennych warunkach. W 1950 r. w związku z rozwojem, marka zaczęła zatrudniać coraz więcej osób. Pędzle do golenia zaczęły trafiać do Grecji, Rosji a nawet krajów arabskich. Mimo pożaru w fabryce i znacznych zniszczeń kolejna dekada przyniosła kolejne sukcesy. Eksport pędzli objął 36 krajów. Fabryka zatrudniała wówczas 40 osób. Po śmierci założyciela marki, w 1965 r stery firmy przejął syn Hans – Jurgen.  Do dzisiaj firma Muhle jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych na rynku w kwestii akcesoriów do tradycyjnego golenia na mokro.  Jakość pędzli, maszynek, brzytw czy kosmetyków do golenia znana jest na całym świecie.

Kluczem jest odpowiednie przygotowanie

Jako miłośnik golenia na mokro nie wyobrażam sobie przejścia na piankę do golenia. Żaden specyfik bez względu na to czy to pianka, olejek czy żel nie zastąpią tradycyjnego mydła i pędzla.  Gdy mowa o tych dwóch produktach, warto sięgnąć po jak najlepszą jakość w przystępnej cenie, jaką oferuje ten niemiecki brand.

Untitled design(3)

Mydło do golenia od Muhle to niezwykle wydajny produkt, który wystarczy Wam na bardzo długi czas nawet jeżeli golicie się codziennie. Do rozrabiania piany używałem pędzla z włosia borsuka, dzięki czemu zajmowało mi to chwilę. Piana jest gęsta bez żadnych bąbli i co ważne nie zastyga zbyt szybko. Przetestowałem zapach Rokitnik a następnie sięgnąłem po drzewo sandałowe i według mnie obydwa zasługują na uznanie. Rokitnik jest bardziej świeży i owocowy. Delikatnie pobudza i pozostawia na skórze przyjemny zapach. Drzewo sandałowe to z kolei bardziej klasyczny  zapach o zmysłowo-relaksacyjnych nutach Kolendry, Anyżu Gwiaździstego i Drzewa Sandałowego. Średnica mydła wynosi 60 mm, dzięki czemu pasują do każdego tygielka czy miseczki od Muhle.

Wąs godny angielskiego dandysa

captain_fawcett_stor

The Gentleman’s Soap i Moustache Wax „Ricki Hall” Booze and Baccy to dwa produkty, które muszą być w przyborniku, każdego szanującego się wąsacza. Mydło od kapitana Fawcett’a to niezwykle aromatyczny majstersztyk, który poza myjącymi właściwościami, serwuje znakomity peeling dla twarzy i ciała. Wszystko dzięki ziarenkom maku lekarskiego (opium), które masują, złuszczają naskórek i pozostawiają skórę gładką niczym tyłek niemowlęcia.

 

Untitled design(3)

Mydło posiada bardzo charakterystyczne dla tej marki – męskie a zarazem świeże, cytrusowo – skórzane nuty. Tej nietuzinkowo pachnącej kostki mydła używałem niemal codziennie przez bardzo długi czas, głównie jednak służyło mi do twarzy i wąsa. 165 g mydła wystarczyło mi na kilka dobrych miesięcy.  Marka po raz kolejny udowadnia, że nie wykonują bubli a naprawdę wysokiej klasy produkty.

P1060165

Moustach Wax Booze and baccy to najlepszy wosk jakiego miałem przyjemność używać.  Mocny chwyt, odpowiednia konsystencja, dzięki której łatwo wchodzi na palec i rewelacyjny zapach to trzy zalety tego produktu. Zapach został wykreowany wspólnie przez zmyślne palce kapitana Fawcett’a i brodatego dandysa i modela Ricky Hall’a. Czuć w nim m.in. nuty tytoniu, rumu, skóry, paczuli i mchu. Zapach idealny na sezon jesień-zima.

P1060178

 

Akcesoria brodacza -część druga The Bluebeards Revenge

O marce The Bluebeards Revenge pisałem już nie raz z różnej okazji. O jakości ich produktów pielęgnacyjnych można powiedzieć różne rzeczy. Prawdą jest, że niebiesko-brodzi piraci starają się ze swoimi kosmetykami trafić w różne gusta, choć nie zawsze im się to udaje. Ich balsam po goleniu ma dłuższą skalę według mnie nie przechodzi testów ponieważ zatyka pory i jest klejący. Kiedy jednak mówimy o akcesoriach do golenia to trzeba przyznać, że piraci trzymają naprawdę wysoki poziom.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaczynając rytuał tradycyjnego golenia trudno jest zapomnieć o miseczce na mydło lub krem.  Miseczka do golenia ze stali nierdzewnej to nie tylko świetny i stylowy dodatek do każdej męskiej łazienki, ale również niezastąpiony przedmiot w ubijaniu odpowiedniej piany do golenia. Stainless Steel Shaving Bowl jest niewielkie, idealnie pasują do niej sprzedawane mydła do golenia różnych marek. Ja używałem w niej mydła od Muhle i pasowało idealnie, po dłuższym czasie mydło jednak przywiera do tego stopnia, że trudno je wyjąć.

Untitled design(3)

Scimitar Double Edge Razor to tradycyjna trzyczęściowa maszynka do golenia na żyletki. Długość maszynki wynosi 9,5 cm a jej waga to 67g. Na wierzchniej części wykonano laserowe logo marki. Maszynka jest najlepszą jakiej do tej pory używałem.  Nie sposób się nią zaciąć podczas golenia. Dzięki swojej wadze prowadzi się doskonale. i nie wymaga zbytniego nacisku.  Dzięki doskonale wyprofilowanemu, zamkniętemu grzebieniowi, żyletka delikatnie obchodzi się ze skórą a jednocześnie dokładnie goli. Maszynkę polecam głównie tym, którzy mają miękki zarost a rytuał golenia towarzyszy im codziennie.  Nie raz zdarzyło mi się podgalać maszynką na sucho co nie spowodowało, żadnych podrażnień. Szapo ba dla marki za wprowadzenie do swojej oferty tak precyzyjnie wykonanego sprzętu.

 

Untitled design(3)

Badger Shaving Brush White to bardzo starannie zaprojektowany pędzelek do golenia wykonany ze szczeciny borsuka. Bukiet borsuczego włosia jest niezwykle przyjemny dla skóry twarzy, oferując znakomity masaż podczas golenia.  Objętość włosia nie jest przesadzona przez co bardzo szybko wytwarza bardzo dobrą pianę tak z kremu czy mydła do golenia.  Podsumowując, daję najwyższe noty testowanym akcesoriom od The Bluebeards Revenge.