
Bluebeards revenge to brytyjska marka, która dobrych kila lat temu weszła na rynek zaledwie z kilkoma produktami do golenia a z czasem rozszerzyła ofertę o rozmaite kosmetyki dla brodacz, akcesoria do golenia a nawet ciuchy. Kilka lat temu testowałem pierwsze produkty od BR dedykowane goleniu na mokro, który zostawił po sobie dobre wrażenie. Podobnie jest z nawilżająco-chłodzącym kremem do twarzy.
Cooling moisturiser to krem, który zawiera w składzie wyciąg z opuncji, pokrzywy i kozieradki. Te trzy składniki wraz z olejem jojoba, dbają o nawilżenie i wygładzenie, ale nie przetłuszczają skóry. Olejek migdałowy walczy z podrażnieniami, zwłaszcza tymi powstałymi po goleniu. Olejek Jojoba nadaje gładkości i jędrności skórze, dzięki czemu wygląda w ciągu dnia zdrowo i świeżo.
Zapach tego kosmetyku jest tu moim zdaniem również kluczowy. Męski i świeży, trochę słodki dzięki madagaskarskiej wanilii i mocno się wyróżniający. Współczesny ale nie miałki czy mdły. Bardzo podoba mi się fakt, że jego flagowy zapach, utrzymuje się na skórze dosyć długo. Konsystencja kremu nie jest tłusta i szybko się wchłania. To definitywnie kosmetyk dla osób o tłustej cerze, które chcą by skóra wyglądała świeżo, gładko bez fłustego filmu. Duży plus za to, że produkt nie zapycha porów i bardzo szybko się wchłania. Spokojnie mogę go polecić również osobom z wrażliwą cerą i podaną na zaczerwienienia po goleniu na mokro. Dzięki swojemu składowi i efektowi chłodzenia, dobrze się sprawdza również jako krem po goleniu. Kosmetyk jest do nabycia w sklepie dla facetów Menspace.








Historia kaszkietu sięga aż do XIV wiecznej Anglii i wywodzi się z tamtejszej odzieży robotniczej. Czapka z charakterystycznym daszkiem miała chronić mężczyzn przed słońcem i skaleczeniami. Denko czapki zawsze było duże i sztywne. Kaszkiet jest bezdyskusyjnie najbardziej uniwersalnym nakryciem głowy w modzie męskiej. Pasuje do garnituru, płaszcza (bez względu na jego formalność) pikowanej kurtki typu Husky i wielu, wielu innych. Jednym słowem wełniany kaszkiet to „must have” w szafie każdego gentlemana. Wełniane nakrycia z daszkiem cieszyły się największą popularnością na początku XX wieku. To właśnie wtedy mężczyźni chętnie sięgali po ośmio-panelowe czapki zwane cyklistkami lub czapkami Gatsby. Obok nich popularne był również model Ivy Cap.
Moja kolekcja kaszkietów liczy sobie zaledwie kilka egzemplarzy i są to głównie nakrycia typu „kaczuszki” wykonane z rodzimej wełny z domieszką tworzyw sztucznych. Niestety salony mody męskiej w naszym kraju rzadko mają w swojej ofercie ciekawe nakrycia głowy w tym typie. Z całą pewnością Harris Tweedu tam nie znajdziemy. Okazja do wypróbowania kaszkietu wykonanego ze szkockiej wełny przez warszawską pracownię 

Noberu to świeża marka, która przybyła do nas prosto z chłodnej Skandynawii. Ten szwedzki brand, nie chciał ulegać trendom a wyznaczać własne ścieżki. Widać to w projektach opakowań, ciekawych składnikach i polityce firmy. Nie mamy więc do czynienia z kolejnym brandem, który pociąga za sobą modę na obwitą brodę, siekierę i kraciastą koszulę. Noberu jest dedykowany mężczyznom, którym bardziej zależy na skutecznych produktach o tradycyjnych, męskich zapachach.





W poprzednim poście przybliżyłem Wam legendarną markę Muhle. Dziś ponownie skupię się na kilku, kolejnych produktach z firmy Hansa-Jurgena Mullera. Tym razem mój wybór padł na 









